Szkoła dla rodziców czy szkoła dla położnych?

Rozkwit szkół rodzenia w ostatnim czasie jest tak niesamowity, jak słońce w październiku. Świetnie! Zawsze pytam pacjentkę w szpitalu, czy na takie zajęcia uczęszczała - jeśli tak, to rozmowa jest inna - łatwiejsza. Niestety, od jakiegoś czasu uczestnictwo w przygotowaniu do porodu wcale tego przygotowania nie gwarantuje.

Niestety. Szkołę rodzenia może założyć każdy - mechanik, instruktor fitness, czy kosmetyczka. Nie żebym miała coś do tych zawodów, ale jednak kompetencje - nie takie. Przepisów nie ma, a kto ma ładniejszą stronę internetową, ten ma więcej uczestniczących w zajęciach par. Par, które mimo wszystko organizatorom ufają, bo czegoś dowiedzieć się chcą.


A czego mogą się dowiedzieć o porodzie od położnej, która nigdy na porodówce nie pracowała? Jak nauczyć się kąpać dziecko, jeśli na zajęciach nie ma wanienek? Tak, ja wiem, że lalka to nie wszystko. Co do czego, to i tak ręce się trzęsą przy noworodku. Ale teoria, jak trzymać dziecko, jak je przenosić - chyba jest istotna.


Fascynuje mnie również program niektórych "placówek". Zawsze wydawało mi się, że plan porodu powinno napisać się wspólnie, po wszystkich odbytych zajęciach, tak aby pacjentka miała podstawową wiedzę, wiedziała z czego wybrać.


A co się dzieje? Bach! - plan porodu na pierwszych zajęciach, tuż po przedstawieniu się uczestników. I nie ma się potem co dziwić, że napisane jest: chcę tylko niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu, a zdanie dalej chcę znieczulenie zewnątrzoponowe.


Inna sytuacja - będąc w ciąży dostałam sms-a, że mogę przyjść do przychodni, bo czeka tam na mnie mój plan porodu. Strasznie byłam ciekawa - jak mój poród, ktoś mi ustalił i opisał... Mimo ciekawości nie poszłam, zeby go odebrać. Tak więc, po co pisanie tego planu, skoro nie spełnia on swojej roli od początku? Żeby tylko był w ofercie? Różową stronę www z bocianem w tle trzeba czymś zapełnić?


Najważniejsze jednak jest zwiedzanie sali porodowej. Która szkoła tego nie ma, może pakować manatki. A czy wytłumaczył ktoś, że kolor ścian to ma najmniejsze znaczenie w przebiegu porodu? Jasne, że fajnie wiedzieć jak wygląda miejsce, do którego trafię. Mniej więcej wiem,  czego się spodziewać, czy na sali jest łazienka. Co jednak, jak miejsc w zwiedzanym szpitalu nie będzie? A w programie wycieczka tylko jedna.


I nie ma znaczenia czy mówię o szkole prywatnej czy bezpłatnej (męża promocja zazwyczaj nie obejmuje). Jestem zła na taki poziom i takie podejście personelu, bo opinii sobie nie poprawiamy, a pracy nie ulepszamy. Czasami chce mi się powiedzieć, że zamiast chodzenia do szkoły rodzenia XYZ czy ABC ,to mogła Pani sobie włączyć 'porodówkę' na kanale TLC. Efekt końcowy ten sam.


P.S.: Zdaję sobie sprawę, że jako położna nie powinnam źle mówić o pracy innych położnych. Ufam jednak, że po przeczytaniu tego tekstu część koleżanek po fachu zapisze się od czasu do czasu na dowolny kurs uzupełniający, czy warsztaty. Dość mam słuchania czarnych opowieści: A wie Pani, co mi położna zaleciła....?

 

PARTNERZY

 

2016-10-18