Zadośćuczynienie i straty moralne. Codzienność pracy położnej w szpitalu

Jesteś niezadowolona z opieki w szpitalu? Lekarz się nie przedstawił? Położna nie uszanowała Twojego planu porodu? Takie i podobne hasła coraz częściej pojawiają się internecie i na banerach reklamowych firm zajmujących się odzyskiwaniem odszkodowań.

Kto w ten sposób zyska? Na pewno nie pacjent!


W dobie, kiedy my pracownicy służby zdrowia jesteśmy skarżeni absolutnie o wszystko (nie powiedziałam jak się nazywam, nie uśmiechnęłam się, za cicho mówiłam, spóźniłam się z podaniem witaminy C 7 minut), bardzo uważamy na to co robimy i co mówimy. Czasami do przesady, ale każdy z nas ma swoje rodziny i dzieci, które chce wychować - a nie oglądać je zza więziennych krat.


Jeśli z każdej strony straszą nas prokuratorem, to nie dziwmy się, że połowa porodu odbywa się pod zapisem KTG, a nie jak życzyła by sobie tego pacjentka - czyli pod prysznicem. Ale gdy zachęcamy rodzącą do aktywności podczas porodu, możemy spotkać się z zarzutem, że za rzadko robiono zapis czynności serca płodu.


Nie dziwmy się, że większość czasu pacjent podpisuje bzdurne dokumenty, że zgadza się na pobyt w szpitalu, zgadza się na poród (sic!), chociaż zawsze wydawało mi się, że zajście w ciąże jest jednoznaczne ze zgodą na urodzenie dziecka...


Zgoda, zgodą - musi być jeszcze potwierdzenia zrozumienia tego, co personel przekazał i dodatkowo potwierdzenie potwierdzenia. Oczywiście, niezbędny jest pełny czytelny podpis pacjentki z dokładną datą, godziną i sekundą. Jak się zgadzasz – podpis. Jak się nie zgadzasz - podpis.


Dobrze, że jest monitoring na oddziale, przynajmniej mam jak się bronić w momencie, gdy spędziłam u pacjentki godzinę instruując ją, jak przystawić dziecko do piersi, a ona na drugi dzień powie, że nikogo u niej nie było.


Albo o 3 w nocy zmęczona karmieniem naturalnym mama żąda mieszanki. Jak się ulituję i dam jej parę mililitrów, bez podpisu w karcie co do zgody na dokarmianie, to na następny dzień mogę zostać oskarżona, że wbrew woli matki nakarmiłam dziecko butelką. Co więc się praktykuje? Wysyła mamę do pediatry po zgodę.

 

Na patologii ciąży, przyszłe mamy skarżą się, że personel nie da się wyspać. Bo co dwie, albo trzy godziny słuchają tętna płodu głośnymi udetami, tak że słyszy cały szpital. Ale gdy słuchało się po cichutku słuchawką Pinarda, nie budząc tych mam, których dana procedura nie dotyczy, to posypały się oskarżenia, że położna pewnie nic nie słyszała, nie skupiała się na wysłuchaniu tętna, przykładała trąbkę i szła dalej.


Zawsze też staram się mieć pełny makijaż w pracy - nie ważne czy na dniu czy w nocy - gdyż jesteśmy fotografowani z ukrycia na każdym kroku. Celebrytą nie jestem, ale czasem zauważę jakiś flesz z ukrycia.
I kto tu komu robi pod górkę? Personel pacjentom, czy pacjenci personelowi?

 

Sama się zastanawiam, czy nie zgłosić się do takiej firmy, która dzielnie walczy o zadośćuczynienie i nie pozwać większości pacjentek - za straty moralne na dyżurze bo np. pacjentka przyniosła w podziękowaniu czekoladki, a przecież ja się odchudzam; że rodząca za głośno krzyczała przy porodzie, co jest niezgodne z dopuszczalną ilością decybeli na metr kwadratowy; że w drodze z pracy do domu zmęczona stałam w korku.


Drogie mamy, lepiej nie będzie! Nie wiem, czy nie skończy się to przywiązywaniem Was do łóżka pasami pod pretekstem ochrony przed niekontrolowanym upadkiem w czasie parcia.

 

Czy nie będziemy Wam przywozić dzieci tylko na karmienie, pod pretekstem deficytu umiejętności pacjentki w zmianie pampersa i związanego z tym możliwością niezamierzonego uszkodzenia bioderek maleństwa. Jeśli chodzi o nas, położne, będziemy tylko szeroko się uśmiechając powtarzać swoje imię i nazwisko, i numer konta, z którego będziecie mogli ściągnąć odszkodowanie.

 

Obiecuję również, że w końcu poprawię mój krzywy zgryz, żebyście nie miały wątpliwości czy się do Was uśmiecham, czy z Was żartuję...


A do Was, Panowie, co krążycie po szpitalach i szukacie klientów, jak przyjedziecie do narodzin własnego dziecka, to weźcie zapas długopisów, żeby nie zabrakło tuszu przy podpisywaniu kolejnych papierów, które chronią nas przed Waszymi kancelariami. Mam nadzieję, że zdążycie je wypełnić przed porodem.

 

PARTNERZY

 

2017-01-16