Sposób, w jaki podchodzimy do życia ma wielkie znaczenie dla całego naszego układu immunologicznego. Okazuje się bowiem, że ludzie bardziej optymistyczni i radośni szybciej zwalczają choroby. Katastrofiści zaś dłużej borykają się z powrotem do zdrowia. Dotyczy to też – ku zaskoczeniu świata medycznego - takich sytuacji jak gojenie się ran od małych do pooperacyjnych oraz, na przykład, tempa przechodzenia bólu głowy.

Wpływ myśli na nasze zdrowie zarówno fizyczne jak i psychiczne, jest nieprzecenione. Mózg i jego funkcjonowanie, pomimo licznych naukowych badań, nadal stanowi największą zagadkę ludzkości.


Naukowcy dowiedli, że gdy myśli są pozytywnie, automatycznie uruchamia się w mózgu ośrodek, odpowiedzialny za kontrolowanie zdrowotności naszego organizmu. Na przykład: gdy się uśmiechniemy serdecznie (ale przypominam - serdecznie a nie sztucznie), to zaczyna regulować się ciśnienie. Samoistnie, o dziwo!


Gdy, dla innego przykładu, rozpoczniemy głębokie oddychanie, zmniejsza się w mózgu działanie ośrodka, gdzie ponoć umiejscowiona jest depresja.


Oczywiście trzeba chcieć być zdrowym i pozytywnie nastawionym. A to ciężka praca. Łatwiej, jak się okazuje, poddać się uczuciu smutku. Im dłużej pozostajemy smutni, zniechęceni i otoczeni przez ciemne myśli, tym bardziej - uwaga! - organizm rozleniwia się. I z lubością zaczyna preferować ów stan.


Spowolniają się bowiem wszystkie funkcje życiowe: inaczej bije serce, inaczej pracują organy wewnętrzne, inaczej wydzielają się hormony i w innym natężeniu.


Mózg ma taką siłę oraz władzę, że to, co pomyślimy, natychmiast wdraża. Per analogiam: gdy myślimy negatywnie, natychmiast wprowadza zapodany sposób funkcjonowania na cały organizm. Nasze tryby przestawiają się na przysłowiowe „szarości i cienie”. Zaczynamy chorować, źle się czuć. Sami zauważcie, że im dłużej pozostajemy posępni, tym bardziej siada nam zdrowie.


Z takiego stanu może wyrwać nas tylko nasza własna osoba. Bo jeśli naprawdę zechcemy „wydostać” się ze studni nihilizmu, to od razu dajemy sygnał do mózgu a on do organizmu, że „jest dobrze” lub że „zaczyna się dobrze”. Potrzebne będą zatem hormony i amplitudy, które dokrwią organizm, dotlenią go i pobudzą, by mógł śmiało działać.


Cóż, własne szczęście i dobre samopoczucie można zatem próbować wypracowywać.  


Czyli - na nerwy i podniesione ciśnienie - szczery uśmiech a na przegnanie precz uczucia toksycznego smutku - głębokie oddechy pełnią życia. 

 

PARTNERZY

 

2016-01-01