Za każdym razem kobieta rodzi po raz pierwszy

Ciąża, poród, połóg to wyjątkowe sytuacje w życiu kobiety. Przygotowując się do nich po raz pierwszy nie rzadko ogarnia nas stres i przerażenie. Wyobrażenie przed nieznanym, przekolorowane opowieści koleżanek tylko predysponują do robienia wielkich oczu. Ale czy dotyczy to tylko pierwszego dziecka?

Pracując na oddziale położniczym widzę trend o treści: "ooo to drugie dziecko - to wszystko Pani wie". Ale gdyby przyjrzeć się bliżej, wbrew pozorom te drugorazowe mamy radzą sobie gorzej niż te co urodziły po raz pierwszy - a przynajmniej nie lepiej.


Dziwne? Niekoniecznie. W czym jest problem?


Próbuje pomóc przystawić dziecko do piersi. Chwilowe kłopoty zaczynają u mamy powodować frustrację. Uspokajam, mówię, że zaraz dziecko załapie. Na co mama odpowiada: "A pierwsza córka od razu złapała i ssała przez godzinę, potem była karmiona przez 2 lata a teraz nie umiem przystawić?!"


Albo sala porodowa: "A pierwszego syna urodziłam w dwie godziny, a tu czwarta i końca nie widać"


No właśnie - porównywanie. Pierwsze - to, pierwsze - tamto. A czy wszystkie dzieci są takie same? Czy w domach brat i siostra zachowują się tak samo? Jasne, że nie! To dlaczego mieliby się zachowywać tak samo przy narodzinach? Mamy myślą, że jak pierwsze dziecko przystawiło się do piersi od razu to drugie też tak zrobi.

 

A może problem w tym, że niejako wstyd im, iż powinny wszystko wiedzieć i znać rozwiązanie na każdy problem? Ale dlaczego mają znać rozwiązanie skoro dany problem nigdy ich nie dotyczył. Kolka u trzeciego dziecka a poprzednia dwójka nie miała. Automatycznie to trzecie w tej sprawie staje się pierwszym.


Kwestia samego porodu. Na własnym przykładzie mogę powiedzieć, że drugiego będę bała się bardziej niż pierwszego. Niby przez to przeszłam, niby wiem czego się spodziewać. Ale właśnie ta wiedza powoduje niepokój.

 

Przygotowując się do narodzin wiedziałam, że będzie boleć - ale nie miałam pojęcia jak. Do porodu szłam trochę z zaciekawieniem, trochę jako wyzwanie, trochę nieświadoma. Nawet godziny spędzone na porodówce jako położna nie rozjaśniały mi tego co tak naprawdę czuje rodząca. Teraz już to wiem. Poczułam ten ból. Poczułam ten stres o tętno dziecka. Swojego dziecka. Moja słodka nieświadomość minęła. Bezpowrotnie. A z nią chyba było łatwiej, spokojniej. (Dziwne słowa w ustach położnej? Położna w momencie porodu jest jak każda inna kobieta, matka. Wiedza nie pomaga, za dużo się wie, za dużo się widziało).


Zakładanie z góry, przypisywanie matce wszechogólnej wiedzy i umiejętności może wprowadzać tylko w poczucie winy, obniżanie samooceny. Mówiąc zakłopotanej kobiecie, która nie potrafi uspokoić swojego trzeciego płaczącego dziecka: "Każdy noworodek jest inny, trzeba je traktować indywidualnie i znaleźć na niego konkretnego metodę wyciszania" zdejmuje z jej barków myślenie o sobie w kategorii - co ze mnie za matka.


Banalny, ale głośny apel! Nie skupiajmy większej uwagi tylko na pierwiastkach. Nie zakładajmy, że po drugim porodzie kobieta na 100% poradzi sobie z dzieckiem. W kwestii zmiany pampersa - na pewno, ale w kwestii karmienia, wracania do formy może być już trudniej. Tylko pierworódki mają prawo zasłabnąć po porodzie? Tylko z nimi pójdziemy do toalety?


Każdą kobietę, należy traktować tak jakby rodziła po raz pierwszy.

 

 

2016-02-14